Page Rank Up, czyli blog-tag
Rzecz polega na tym, by na własnym blogu popełnić wpis, zdradzając pięć strasznych tajemnych tajemnic na temat swojej prywatności. I jak na rasowego złoczyńcę przystało, należy wybrać sobie pięć ofiar i nakłonić je do podobnego procederu. Zachęcając do procederu, umieszczam pięć linków do moich ofiar, a wiadomo, że linki to bardzo cenna rzecz. Ja rzucam linkę Tobie, a Ty mi. I jeszcze w cztery pary obcych rąk. Dzięki czemu wszyscy zyskujemy na popularności, a i Page Rank ma szansę podskoczyć.
A zatem: Zdradzę ci moją tajemną tajemnicę. A nawet pięć.
- Astronomia uwiodła mnie, gdy miałem zaledwie dziewięć lat. Wypożyczałem ze szkolnej biblioteki książki, które nijak nie pasowały do mojej cherlawej postury. Pani bibliotekarka dawała mi wskazane pozycje bez dyskusji (mówię o książkach a nie o “dawaniu” we wskazanych pozycjach), bo od pierwszej klasy zbierałem nagrody za czytelnictwo. Znała mnie doskonale i nie zadawała pytań. Pytania za to zadawała pani w księgarni na mojej ulicy, gdzie wybrałem się po upragnioną Astronomię Ogólną Eugeniusza Rybki. Na dzieło to udało mi się zebrać fundusze dzięki mecenatowi mojej Matki. W księgarni, wyłożyłem pieniążki na ladę (musiałem stawać na palcach tylko trochę) i pewnym głosem zażądałem Astronomii Ogólnej. Kobieta zza Lady spojrzała na moja mizerną posturę i dwa razy się upewniała, czy na pewno wiem, o co proszę? Dostałem w końcu upragnioną pozycję (cały czas o książkach: nie w upragnionej pozycji) i tuląc do cherlawej piersi pognałem do domu.
Był rok 1983, miałem 10 lat. Astronomia Ogólna, wydanie VII poprawione i uzupełnione stoi na półce do dziś. - Moja największa miłość miała fantastyczne kształty, długą, bardzo jasna szyję i gdy się ją odpowiednio wymasowało, wydawała niesamowite odgłosy. By ją zdobyć, rzuciłem studia (po raz pierwszy) i nająłem się jako ochroniarz na prywatnej posesji. Poświęciłem jej dziesięć lat mojego życia i cóż, nie jestem pewien, czy był to najlepszy pomysł, choć bawiliśmy się wspaniale. Skóra z frędzlami uszyta na zamówienie i meksykańskie buty typu “kolty” zostały ze mną do dziś, a moja ukochana poszła do ludzi. Przyjechała z ameryki, została na wschodzie. Ibanez Jem 77 BFP
- Jak każdy małolat marzyłem o własnym komputerze. Niestety, nie było nas stać na taką kosztowna zabawkę. Nawet, gdy w jednej z komputerowych gazet wyczytałem, że chyba Timex kosztuje tyle, co obiad w wykwintnej restauracji. Nie miałem pojęcia ile może kosztować obiad w wykwintnej restauracji, bo nigdy w takiej restauracji nie byłem. Pierwszy komputer z jakim miałem do czynienia to ZX Spectrum Plus, na którym mogłem sobie postrzelać z helikopterka lecącego przez tunele czy inne jaskinie. Komputer ten był własnością koleżanki z klasy (podstawówka). Chodziliśmy do niej trójkami, by nie straszyć jej rodziców - a każdy chciał pograć.
Traf chciał że będąc w szkole średniej miałem “przyjemność” z tą że koleżanką. Przez dziewięć miesięcy. potem nasze drogi się rozeszły, a ja nada nie miałem komputera. Ale miałem już Ibaneza. - Johannes Kepler powiedział tak, o astrologii:
Astrologia to głupiutka córka bardzo mądrej matki (Astronomii). Ale gdyby nie ta głupiutka córka, mądra matka często nie miała by co jeść.
Był czas, gdy wsiąkłem troszkę w sprawy “eteryczne i pozaziemskie”. Zainteresowałem się astrologią i tarotem. Z tarotem poszło mi kiepsko - dokładnie tak, jak mnie ostrzegano; Zanim go oswoisz, będzie cię straszył. I faktycznie, nastraszył mnie tak, że skończyłem z karierą wróża. Ale do astrologi zabrałem się inaczej - miałem wszak za sobą konkretne podstawy Mądrej Matki. kupiłem dzieło Alexandra Von Pronay “Zarys Astrologi Urodzinowej” i nauczyłem się wykreślać prawdziwy horoskop urodzinowy. Nic specjalnego dzisiaj, byle program komputerowy zrobi to w ułamku sekundy. Za to interpretacja takiego wykresu to już sztuka, której nie posiadłem. Choć się starałem
- Byłem na solarium.
Do tego jest mi się najtrudniej przyznać, bo to takie niemęskie… Ale mam problemy ze spaniem - od zawsze, odkąd sięgam pamięcią wstecz. Wiedzący postawił diagnozę: Brak melatoniny. I zalecił kąpiele słoneczne, bo zbyt dużo siedzę przy komputerze i słoneczko nie ma mnie jak pocałować. Dlatego wybrałem się do solarium w klubie gdzie czasami sobie ćwiczymy z mojż Małgonetką.
Czułem się trochę dziwnie z dzyndzelem majtającym na wysokości kolan (no, niech będzie - do pół uda) w miejscu publicznym. Co z tego, że za zamkniętymi drzwiami.
No, to teraz znasz moją tajemną Tajemnicę. A nawet pięć.
Teraz pora na Ciebie. Bo na swoje ofiary wybieram:
Nawet, jeśli nie jesteś zwolennikiem wszelakich łańcuszków, to akcja Blog-tag jest doskonałym pretekstem, by stworzyć trochę dodatkowego kontentu. Ja wyklepałem prawie 5 tysiące znaków, jak na rasowego grafomana przystało. A ty?



