Prywatnie: o życiu i kodowaniu.

Miałem przyjemność wrócić o własnych siłach z II Meeting’u SEO Masters Lublin. Przyszedłem, wziąłem psa, zjadłem i padłem. Znaczy – psa zabrałem na spacer, potem wróciłem, coś zjadłem i padłem. A jeszcze chwilę później, czyli teraz – wstałem i próbuje rozwiązać problem z layoutem na DIV, a poległem na wyrównaniu w wysokości sidebara do głównego containera. Standard, z pewnością każdy z Was już to przechodził. A ja, jak zwykle opóźniony, walczę z tym dopiero teraz.

Spotkanie Lubelskiej SEO Braci (skromność nie pozwala mi napisać Lubelskiej SEO Elyty) można z pewnością uznać za udane, gdyż – co staje się chyba standardem – byliśmy najlepiej słyszaną grupką w każdej kafejce, jaką zaliczyliśmy. Były rozmowy o byznesie, było bardziej lub mniej dyskretne ciągnięcie za język (na zasadzie: sprzedam trochę swojej wiedzy za dwie trochy Twojej) i było karaoke. Może mało SEO, ale za to głośno.

Generalnie – było przesympatycznie. Tylko trochę głodno. Dopiero teraz się zastanawiam – tylko picie, bez jedzenia? Czy na pewno byłem na spotkaniu SEO, a nie zrelaksowanych i pogodzonych ze światem i sobą AA? Następnym razem koniecznie zacznijmy od jakiegoś ciepłego żarcia.

Wracając do kodowania – szukałem po sieci rozwiązania problemu i stale napotykałem się na trick zwany „faux columns”. Sztuczka polega na tym, że dwa główne DIVY (czyli zasobniki z treścią) Content i Sidebar zamykamy w dodatkowym zasobniku DIV, i temu ostatniemu nadajemy tło z odpowiednio spreparowanego obrazka. Problem Faux columns fajnie opisał Ludwik.org, więc nie będę powtarzał.

Mój problem polega na tym, że mam design na fluidach, znaczy – płynnie, wraz z rozmiarem okna przeglądarki zmieniających się szerokościach strony. Tego recepta na ludwik.org nie przewiduje.

Problemu tego nie rozwiązują też kolejne strony jakie odwiedzam, ale na jednej napotkałem ciekawe komentarze, i o tym właśnie chciałem napisać od początku; Piotrek Petrus pisze o równych kolumnach layoutu CSS ciekawie, i w miarę przystępnym językiem. Jeszcze nie wiem, czy jego rozwiązanie rozwiąże problemy mojego wyszukanego layotu, bo, oględnie mówiąc, moja kondycja w chwili obecnej nie pozwala mi się skupić i wyświetlacz w laptoku się trochę chybie na boki, ale jutro (czytaj: jak odeśpię pijaństwo), sprawdzę to na pewno.

Arcyciekawe są za to komentarze do tego wpisu. Pomijając odwieczny problem walki dobra ze złem, czyli wyznawców DIV i Tabelki lub odwrotnie, rozbawił mnie fragment, gdy ktoś przytoczył tekst z amerykańskiego bloga (w wolnym tłumoczeniu):

Poświęcić cały dzień na rozwiązywanie problemu, który można rozwiązać w dwie minuty wstawiając tabelkę? Trzeba być idiotą. Albo bezrobotnym.

Co by nie mówić – coś w tym jest. Ja doskonale zdaję sobie sprawę, jakie korzyści niesie oddzielenie od siebie warstwy prezentacji od warstwy treści. I wiem też, że z każdym projektem tworzonym na DIVach staje się to coraz prostsze. Ale wiem też, że nawet przed twardzielami pojawiają się problemy, nad których rozwiązaniem duma się i parę dni, nie tylko jedno popołudnie.

I tak trochę smutno mi się zrobiło, gdy kliknąłem na nicka jednego z obrońców sprawy DIVa. A tam – szaro, smutno i generalnie nieciekawie. Ale za to DIVowo. No i teksty z cyklu: Urzekła mnie Twoja historia:

Brak (chwilowy?) perspektyw (na przyszłość), drastyczne zmiany w życiu, nostalgia, smutek, pogrążanie się, brak zrozumienia, niechęć do życia i świata, żal bul i przygnębienie, oraz nie wiedzieć czemu ten jogger :|. Tak się zaczyna, a jak się skończy to zobaczymy… Mimo przygnębienia nie mogłem patrzeć na ten standardowy layout, pobawiłem się trochę i stworzyłem coś swojego. Z czasem ulegnie modyfikacjom i seriom poprawek – ale narazie musi starczyć jak jest… Layout może nie jest za wesoły, ale odzwierciedla mój stan ducha – szarobury bez wielu barw. Pod Gecko wygląda znacznie lepiej – ale to wina niedoskonałości pozostałych przeglądarek.

A pod Lynxem, i innymi przeglądarkami tekstowymi (jeśli takie jeszcze są) musi być wprost bajeczny! I może rację mieć inny komentator wpusu u Pterusa, gdy pisze, że Problemy takie jak ten to przerost formy nad treścią i zwykle są domeną tylko takich blogów jak ten. Gdy teraz powiązać tą uwagę z szarą stroną Obrońcy Sprawy, to od razy nasuwa się pytanie: Czy którakolwiek Twoja dziewczyna nazywała się inaczej niż *.jpg? Ech, panowie – do klubu i na Karaoke!

Dobra, w międzyczasie zrobiłem sobie kopię katalogu z moimi pracami na CDROMA, więc mogę odetchnąć chwilowo z ulgą. Muszę podumać, gdzie tu go wsadzić, bym miał od czego zaczynać w razie kontroli jakiegoś bractwa, zakonu czy innego CBA zabiorą mi komputer na trzy lata „do wyjaśnienia”…

0 odpowiedzi do “Prywatnie: o życiu i kodowaniu.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *