Kilka luźnych uwag
Tak mnie naszło, by coś napisać przed obiadem - jak na grafomana przystało, pisanie mnie rozluźnia i sprawia, że czuję sie lepszy. (Czytaj: ostatni wpis jest już w indeksie, trzeba korzystać z przychylności Wyszukiwarki).
Dzień jak co dzień - choć podobno dwa dni temu był najbardziej dołujący dzień w roku (tak wyczytałem na Onecie). Na samobójstwo mi się nie zbiera, za wesoło też nie jest - ot, tak w sam raz. Pozwiedzałem kilka stron, odwiedziłem kilka for i tak mnie naszło…
Na moim ulubionym Forum PiO dwa dobre tematy: o Webmasterach i nowym SWL. Pierwszy z tematów jest o tyle interesujący, że nie znam osobiście zbyt wielu ludzi którzy parają się tym samym co i ja, więc wszelkie ich uwagi są cenne. Nawet podwójnie cenne, bo z innego rejonu kraju, więc inne zwyczaje, inne stawki - inne, nie mniej ciekawe informacje. Bardzo lubię takie tematy na Forum, bo choć wprost nikt nie pisze co, ile i za ile, ale “między wierszami” można wyczytać naprawdę wiele. To samo tyczy się wątków typu: “ile trzeba na rozkręcenie systemu wymiany linków”, albo “za ile można uruchomić serwis społecznościowy”. Czasami bywa zabawnie, czasami nieprzyjemnie - ale gdy temperaturka podskoczy, ktoś może powiedzeć dwa słowa więcej, niż na zimno. Warto poczytać :-P
Drugi temat, o nowym systemie jest też bardzo interesujący - pojawiła się realna alternatywa dla e-Weblinka. Pamiętam doskonale czas, gdy “wiodącym” SWL na PiO był Linkorn i moment wejścia e-Weblinka. Moment zaplanowany bardzo starannie - jak operacja wojskowa. I jak na operację militarną przystało, też poprzedzony zwiadem i działaniami dywersyjnymi. Po kilku postach opisujących dziury i błędy systemu, mnóstwo ludzi się zastanawiało - i co dalej, co teraz? I trach - pojawia się nowy, czysty, nieskalany system. Wszyscy walimy do niego drzwiami i oknami. W efekcie e-Weblink odniósł spektakularny sukces. Dzisiaj widzę, że ci sami dywersanci próbują podjąć walkę w dokładnie ten sam sposób, ale czy damy się nabrać na to samo po raz drugi? Trochę czasu minęło i wiele rzeczy się po drodze widziało.



