Bo było pięć dych taniej…

Czyli rzecz o tym, że nie każdy do myślenia używa mózgu.

Myśleć jest trudno!

Myśleć jest trudno!

Przez ostatni kwartał miałem okazję pozycjonować pewien sklep. To było bardzo przyjemne zlecenie – sam sklep wyjątkowo dobrze przygotowany pod pozycjonowanie, z dużą ilością unikalnej treści, mądrze optymalizowany, a na dokładkę domena z 2001 roku. Opracowałem taktykę, ustaliliśmy szczegóły i zabrałem się za pracę. Efekty przyszły mniej więcej w spodziewanym czasie i były bardziej niż wymierne – w ciągu kwartału obroty wzrosły razy trzy. Frazy raczej średnio trudne niż trudne, dlatego poszło naprawdę nieźle. Mój błąd, że umówiliśmy się najpierw na trzy miesiące, a potem mieliśmy negocjować warunki (w zależności od skali przedsięwzięcia).
Byłem z siebie bardzo zadowolony, zapowiadała się długa i owocna współpraca.

Cóż, gdy wszystko idzie jak spłatka musi zdarzyć się coś, co przetrąci starannie wypracowaną równowagę.

Klient, bez słowa wytłumaczenia zrezygnował z moich usług. Przez tydzień czekałem cierpliwie – nigdy nie wiadomo co się mogło przytrafić, zwykle daję ludziom szansę. Cóż, zobaczyłem jednak ogłoszenie na stronie, że poszukują webmastera (a pracujemy ze sobą prawie cztery lata). Po części zdziwiony, a po części zaintrygowany – zadzwoniłem. Co się okazało – udało się pozyskać jakieś Unijne fundusze, a że sklep zaczął nagle (sic!) przynosić konkretne dochody, mój (były) klient postanowił zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę – zainwestować otrzymane pieniądze w rozwinięcie serwisów – dlatego znalazł nowego webmastera i nowego pozycjonera.

Dostałem zaległe kilka złotych i o sprawie zapomniałem. A w zasadzie chciałem zapomnieć. I nie chodziło mi o to, że gdy było biednie, to byłem dobry, a gdy nagle sklep zaczął przynosić wymierne dochody stałem się „za słaby” – powtórzyła bowiem się historia o jakiej pisał kolega Xann na Forum PiO – ktoś przejmuje starannie prowadzonego klienta, olewa go, robi śmietnik ze strony i finalnie strona spada w SERP’ach.

Pierwsze, co zrobił nowy pozycjoner, to zainstalował SWL na ukrytej warstwie.

Szlag mnie mało nie trafił, choć przecież nie powinienem się już tym zajmować. Nie wytrzymałem jednak – cztery lata wspólnych działań, częste darmowe aktualizacje w ramach „dobrej współpracy” i nagle ktoś w ten sposób traktuje stronę na którą przez tyle czasu chuchałem?! Zadzwoniłem. Zapytałem właściciela, czy wie, co się dzieje na jego stronie? Nie wiedział i w pierwszej chwili go zamurowało. Chwilkę porozmawialiśmy i zakończyliśmy rozmowy.

Już drugiego dnia zauważyłem, że znikła ukryta warstwa – widocznie zainterweniował właściciel serwisu. Teraz blado-żółte linki z SWL wyświetlają się  na białym tle – kompletnie nieczytelne, ale jednak widoczne – coś tam majaczy i szpeci starannie wypracowany design… Sprawdziłem resztę stron należących do tegoż klienta – na wszystkich znalazła się ukryta warstwa z linkami SWL.

Co można powiedzieć o firmie, która biorąc serwis do pozycjonowania pierwsze co robi to instaluje SWL na ukrytej warstwie? Jak już zdążyłem się przekonać, nie są to odosobnione przypadki – pisałem o tym w przypadku firmy z wrocławia i SunriseSystem z Poznania. Co sądzić mam o właścicielu którego strona traci z dnia na dzień UU których wypracowałem? Daję słowo, aż żal, że nie mam zadatków na donosiciela – kompletnie nietematyczne linki na ukrytej warstwie jak nic łapią się na spam raport. Nie zrobię tego. Było by mi podwójnie przykro, i tak muszę patrzeć na swoją robotę, którą niszczy jakiś cwaniak i jeszcze bierze za to pieniądze. Tak dumam, czy tytuł posta ma uzasadnienie – być może nowy „pozycjoner” nie jest tańszy i musi sobie wyrównać extra premią?

Co bym jednak nie powiedział – chyba można lepiej wydać pozyskane z dotacji twarde Euro niż na nietematyczne linki na ukrytej warstwie.

Tagi dla tego wpisu: , , ,

Jak znam życie, to wcale nie jest tańszy, a wręcz przeciwnie. A skoro woła więcej, to pewnie lepszy — myśli sobie potencjalny klient-jeleń.

Ja chyba bym jednak podkablował (nie miałem takiego przypadku i obym nie miał). Może wtedy obudziłby się właściciel sklepu i powrócił na kolanach

Przykra sprawa, ale jak to w biznesie – nigdy nie można nikomu ufać w 100%. Na Twoim miejscu bez zastanowienia zgłosiłbym spam report i to kilka razy ;) Ty nic już nie stracisz, a niech klient ma nauczkę

tez pisalem o tym u siebie jak klient nagle zaczal czytac o pozycjonowaniu i pierwsze co zrobil to uwierzyl w swoje sily.. zrezygnowal z moich uslug i zainstaloal sobie nastepnego dnia SWL na stronie (sic!). Niech sie pobabraja w gownie i wroca z oczkami sarenki.. a wtedy takiego wala i ceny 2 razy wyzsze.

Z tymi cenami to nie do końca tak. Jednak trzeba mieć litość, a powracający klient i tak to doceni.

No ja się zgadzam, że po podkablowaniu czułbyś się tylko gorzej, mimo że teraz pewnie tylko o tym myślisz ;-)
Trzeba olać i iść dalej, może klient się kiedyś opamięta.
Ale racja, żal pracy w to włożonej.

Ale jak to przestałeś się zajmować stroną i ona nie spadła ? Przecież ja mam w 100% kontrolę nad pozycjami moich klientów – jeśli zakończyłby współpracę, to zdejmuję 70% i strona spada w czeluść wyników… klient zwykle wraca na kolanach.

Na szczęście ja takich problemów zbyt często nie mam.

Stworze, kto powiedział, że nie mam kontroli – przecież napisałem, że jaki właściciel pozwoliłby sobie na zmianę pozycjonera i spokojnie obserwował odpływ UU ;-)
Donoszenie nie leży w mojej naturze, ale linków przecież utrzymywać za frajer nie mam zamiaru. Jako, że w sumie trzeci tydzień strona się obsuwa w SERPach i ubywa UU czekam spokojnie na rozwój sytuacji – tymczasem na brak pracy nie narzekam, więc mam się czym zająć i nie myślę o nich zbyt wiele.

Powiedz lepiej co to za firma ;) lub osoba ;>

Opowiem na najbliższym spotkaniu – na NetDay’u, albo jak się wcześniej spotkamy – wiesz, że lubię opowiadać o śmiesznych klientach. Ale tymczasem wybaczcie, ale sami rozumiecie; napisać o sprawie wypada, a nawet trzeba, ale w tym wypadku nazwiskami rzucać nie wypada, a nawet nie trzeba ;-)

Oki ;) W takim razie do zobaczenia na NetDay! :D

Jest jeszcze jeden problem. Klienci często po takiej „wtopie” wstydzą się wrócić, przyznać do błędu i szukają innych firm, by wyjść z twarzą. Moim rozwiązaniem jest podesłanie koledze z branży namiarów na taką firmę. Chociaż nie jest wtedy szkoda swojej pracy. Kolega robi tak samo, więc rachunek jest in plus.

Na jakich pozycjach ostatecznie zakończył ten klient?

Mariusz, przyznam, że nie śledzę pozycji – wspinałem się na nie bardzo powoli i ostrożnie, dlatego spadek też pewnie będzie powolny – przynajmniej na głównych frazach. Bo jeśli chodzi o UU to z miesiąca na miesiąc same spadki i to tak po 20-30%.

Chyba wiem co to za firma ale nie jest zle, luty jest na poziomie grudnia a marzec zapowiada sie na wzrost UU.

Kamil, to wspaniale, bo żal by było pracy nad sklepem.

A możesz mi powiedzieć, skąd pomysł wstawiania SWL na ukrytej warstwie?

Temat mnie intryguje, bo wszyscy których znam, gdzie nie poczytam – mówią tylko o jednym: jest strach montować SWL w ogóle, a na stronie klienta to głupota. A montując SWL na ukrytej warstwie bez wiedzy właściciela strony na co się liczy? Że nikt nie zauważy i nie doniesie? Że uda się ominąć filtr? Macie na to jakiś dobry sposób?

Montowanie SWL na stronie klienta bez jego wiedzy jest moim zdaniem nieuczciwe i niedopuszczalne. Kiedyś mój znajomy reperował samochód. Mechanik umieścił w nim stare części. W w efekcie niedługo później do wymiany był cały silnik. W momencie, kiedy znajomy chciał zadośćuczynienie od mechanika, ten z uśmiechem odpowiedział, iż to jest jego problem, że się na mechanice nie zna i się na tych częściach nie poznał.
Oczywiście trudno porównywać SEO z mechniką (mam nadzieję, że nikt się nie obrazi za taką metaforę :) ), jednak nieuczciwość takich „kombinatorów” psuje później reputację całej branży. Czy można oszukiwać kogoś pocieszając się tylko tym, że za mało się zna, aby odkryć tę nieuczciwość?

(koniecznie)

(koniecznie)