Carrefour czy Prymat? Który chce mnie naciągnąć?

Jak co tydzień robiliśmy z Żoną zakupy w Carrefour. Jak zwykle wybieraliśmy to, czego nie można dostać na targu czy w lokalnym sklepiku z mięsem; W sekcji przypraw, na regale wypełnionym torebeczkami marki Prymat zobaczyłem informację o promocji. Trudno było jej nie zobaczyć – biła po oczach czerwienią dokładnie na wysokości wzroku przeciętnego klienta:

Przyprawa Prymat 6-20g
Kupując 1 produkt zapłacisz 0,99 zł
DRUGI ARTYKUŁ 50% TANIEJ

Lubimy przyprawy Prymat, a zwłaszcza ich pieprz ziołowy i curry. Do tej pory częściej wybieraliśmy Prymat niż Kamis. A skoro i tak kupujemy te przyprawy praktycznie co tydzień, pomyślałem głośno: Skorzystajmy z promocji i weźmy więcej!

Czy nie taka jest właśnie idea takich promocji? Skusić ceną, by klient wziął więcej?

W sumie wzięliśmy 18 torebeczek: sześć opakowań kminku, sześć opakować curry i sześć opakowań pieprzu ziołowego. Dopełniliśmy koszyk resztą niezbędnych zakupów i dumając czy nie powinniśmy wziąć ulubionych przypraw więcej, ruszyliśmy do kasy. Tutaj nastąpiło zderzenie z brutalną rzeczywistością. I „sprytnym” marketingiem, który idealnie wpisuję się w definicję markietanctwa wg Kotarbińskiego.

Naciągana promocja na przyprawy Prymat w Carrefour
Przyprawy Prymat: Pieprz ziołowy, Kminek i Curry

Otóż, dziewczyna w kasie oświeciła mnie, że nie każda przyprawa Prymat jest w promocji, a tylko te za 0,99 zł i tylko na nie jest rabat. Curry, kosztujące 1,39 promocji tej nie podlega i rabatu na to nie dostanę. Zwróciłem jej uwagę na to, że w ofercie jak byk stoi:

Przyprawa Prymat 6-20g
Kupując 1 produkt zapłacisz 0,99 zł
DRUGI ARTYKUŁ 50% TANIEJ

i zapytałem, która z przypraw, które przyniosłem do kasy nie spełnia warunków tej promocji? Każda jest oznaczona logiem Prymat, każda waży 20 g. Czas trwania promocji również się zgadza. W którym miejscu popełniłem błąd?

Pani w kasie nie miała wiele do powiedzenia. Nie od tego tutaj jest. Ona ma sprawnie zeskanować produkt i ściągnąć pieniądze z mojej karty. Jednak, chcąc być pomocna i miła dla klienta, poradziła mi bym teraz zapłacił, potem poszedł do punktu obsługi klienta i tam zgłosił sprawę. Tam oddadzą mi pieniądze.

– A jeśli mi tych pieniędzy nie oddadzą? – Zapytałem. Pani z przekonaniem pokiwała głową i zapewniła mnie – Na pewno oddadzą.

Zapłaciłem i udaliśmy się do punktu obsługi klienta. Tutaj ponownie przedstawiłem swoje uwagi, ale postawa najpierw jednej pani, i zaraz drugiego pana, który przyszedł w sukurs koleżance, była nieprzejednana:

Według obsługi Carrefour, promocja dotyczy tylko przypraw po 0,99 zł. Moje ulubione Curry po 1,39 zł za paczuszkę, nie podlega promocji. Nie i już. I to, wg nich, jest wyraźnie napisane i oznaczone. A jeśli mam ochotę się wykłócać, to mam przyjść, jak kierownik wróci z urlopu

Miałem czas. Byliśmy po pracy i po treningu, endorfiny jeszcze w nas krążyły, a adrenalina właśnie zaczynała. Poprosiłem o chwileczkę i poszedłem na stoisko z przyprawami Prymatu. Stamtąd wróciłem uzbrojony w karteczkę, której skan zamieściłem na samym początku wpisu. Dodam, że cen pozostałych przypraw w ogóle nie udało mi się zanotować – były, zapewne przypadkowo, poukrywane pod informacjami o promocji i innymi tabliczkami. Zdjęcia zrobić nie mogłem, bo od początku chodził za nami miły pan z ochrony* i już wcześniej pouczył mnie, że robienie zdjęć jest zakazane.

Czytając z oferty jaką zdjąłem ze stoiska pytałem, w którym miejscu jest napisane, że nie wszystkie przyprawy są objęte promocją? I skoro tak, dlaczego na ofercie nie jest napisane: kupując przyprawę prymat za 0,99 zł drugą dostaniesz za połowę ceny? Dlaczego na ofercie jest napisane: kupując jeden produkt zapłacisz 0,99 zł, a drugi artykuł za 50%?

Starszy Pan, przypadkowy klient stojący obok i załatwiający swoją sprawę uśmiechnął się i powiedział do nas: Ja rozumiem o co panu chodzi i ten pan zza lady też rozumie, tylko próbuje wybrnąć tak, by się pan odczepił.

Obsługa sklepu nie była nam przychylna. Ba, nie była nawet zainteresowana. Obsługa była poirytowana tym, że głośno i wyraźnie mówiłem czego oczekuje od tak napisanej oferty. Zostałem spławiony i wyszliśmy z kwitkiem – dosłownie i w przenośni (tutaj kwitek dla zainteresowanych).

Przyprawy Prymatu: Curry, Kminek i Pieprz ziołowy
Przyprawy Prymatu: Curry, Kminek i Pieprz ziołowy

Dyskutując w drodze powrotnej o całej tej zabawnej w sumie sytuacji, w połowie drogi do domu przypomnieliśmy sobie o zakupach z innego sklepu, które wcześniej zostawiliśmy w szafce depozytowej w Carrefourze. Odnieśliśmy zakupy do domu i wrócilismy po nasz depozyt. W drodze do sklepu padła propozycja, by kupić pięknie pachnącą miętę i bazylię. Żywą roślinkę, zioło rosnące w ziemi. Już pięć sekund po naszym ponownym wejściu do Carrefoura, pan z punktu obsługi klienta pojawił się przypadkowo trzy metry obok i czujnie ustawiając towar na półce, z pod oka zerkał, co wymyślimy tym razem. Mięta pieprzowa i bazylia od Baziółka jest po prostu fantastyczna! Polecam gorąco.

—–

Wcale nie chodzi mi o te dwa złote, które mógłbym zaoszczędzić. Ja po prostu chciałem kupić towar, który lubię zgodnie z promocyjną ofertą jaką zobaczyłem. Przypuszczam, że w każdym innym sklepie odpuściłbym temat już na etapie kasy, ale Carrefour irytował mnie już kilka razy wcześniej: a to cena z półki nie zgadzała się z ceną na kasie, a to przestali zamawiać mój ulubiony sok porzeczkowy od Fortuny, a na moją prośbę o zamówienie dwóch opakowań zbiorczych, które wezmę w całości usłyszałem: nie ma takiej możliwości. To samo było z próbą zamówienia konkretnego sera, który owszem bywa, ale zamówić się nie da. Dowiedziałem się, że zamówienia są ustalane i wysyłane z Centrali. Nie ma mowy o indywidualnym traktowaniu konkretnej filii. Nie wiedziałem o tym wcześniej. Tą nieszczęśliwą ofertę również przysłali z centrali. Bardzo sprytnie wymyślona promocja: weź więcej, a dopiero przy przy kasie okaże się, że zapłacisz więcej. Nikt przecież nie będzie awanturował się o dwa złote…

Promocja Prymat w Carrefour
Naciągana promocja na przyprawy Prymat w Carrefour

Dwa złote na jednym kliencie. W skali całej sieci Carrefour, dzienny utarg z naciągniętych klientów, którzy krępują się domagać uczciwego traktowania przy kasie daje z pewnością sumę jakiej nie zarobię przez całe życie. Bo nie jestem tak sprytny, jak promocja Prymatu w Carrefour.

Gdyby komuś wydawało się, że robię sceny i czepiam się do drobnych szczegółów, polecam lekturę postów innych użytkowników na Facebookowym Wallu Carrefour; Nawet pobieżne zerknięcie dowodzi, że taktyka z niejasnym przekazem promocji jest standardem, a nie wyjątkiem w tej firmie! Ostatnio coraz rzadziej robiliśmy tam zakupy, po dzisiejszej przygodzie i relacjach innych osób wiem, że Carrefour będziemy omijać jak najszerszym łukiem.

Małe UpDate

Lidlu, który jest o rzut kamieniem od Carrefoura, była promocja na przyprawy Kamis. Postanowiliśmy zagłosować portfelem.

Promocja przypraw Kamis w Lidlu
Promocja przypraw Kamis w Lidlu

W tym miejscu mój apel do sieci Lidl:

Czy możecie poszerzyć swoją ofertę przypraw?

—–

Przypisy
* – W tym sklepie Carrefour robimy zakupy od ponad 10 lat, często właśnie w drodze z klubu do domu, objuczeni torbami sportowymi. Nie pamiętam zakupów zrobionych na kwotę mniejszą niż 100 zł, pamiętam zakupy na kwoty większe niż złotych 300. Aktualny ochroniarz chodzi za nami zawsze. To nawet sympatyczne, że tak się o nas troszczy.

21 odpowiedzi do “Carrefour czy Prymat? Który chce mnie naciągnąć?”

  1. Taka sama sytuacja w tej samej sieci Carefour. Sok fortuna pomaranczo 100% od wywieszek z promocjami się roiło… jak byk 2,49 zamiast 3,99 – super. W kasie oczywiście 3,99 Pani z kasy oczywiśie kieruje do POK (2 kasy na cały skep – panie kasujące wiekowo 100% na emeryturze).
    Osobiście zrezygnowałem z bicia się o 1,5 (ich zysk), proponuję każdy taki zakup w marketach Tesko,Real,Carefour dokumentować zdjęciem bo tam jakości obsługi, zgodności cen poprostu nie ma!!

  2. Niby tylko 2 zł ale niesmak pozostał. Ręce opadają jak się widzi takie promocje. Zawsze jak widzę hasło „promocja” to robię się bardziej czujny. Rozumiem, że można próbować coś sprytnie sprzedać, ale ten przypadek według mnie to nie jest spryt tylko ewidentne oszustwo. Chociaż gdyby obsługa sklepu zareagowała inaczej i np. zaproponowała możliwość zwrotu tego towaru to Wasze wrażenia mogłyby być inne.

  3. gratuluję cierpliwości. przyznam, że ja również jestem wrażliwy na tego typu triki wielkich sieci i staram się je jakoś niwelować. obojętność jest najgorsza

  4. @Michal – Zawsze jak widzę hasło „promocja” to robię się bardziej czujny. Świetne hasło! Szkoda, że tak bardzo prawdziwe…

    Jeśli jeszcze nie znacie bloga Kotarbinskiego do jakiego linkuję w tekście – polecam zajrzeć. Bardzo konkretnie wylicza i piętnuje takie metody „markietanctwa”.

    A mnie, po dłuższej chwili refleksji, przykra wydaje się tylko obsługa sklepu, która zamiast prostego „Dostajemy takie wytyczne z Centrali” próbowała zrobić ze mnie awanturującego się idiotę. Przez tyle lat mówiłem im wszystkim Dzień dobry! i tyle mi z tego przyszło :-/

  5. Moja ulubiona opowieść, niestety – już nieaktualne.

    Tesco kilka lat temu miało tak, że jak klient wykrył różnicę w cenie to otrzymywał zwrot 2-krotności kwoty różnicy między ceną rzeczywistą, a błędną (w dowolną stronę). Niechcący skręciłem w boczną alejkę i zauważyłem film „Ja, Irena i Ja” za 11 zł (na regale i na opakowaniu) – stwierdziłem – na tyle mnie stać. Po zapłaceniu i rzuceniu okiem na paragon zauważyłem kwotę – chyba 33 zł – różnica… 22 zł. Poszedłem do biura obsługi klienta. Tak, otrzymałem 44 zł, obsługa pobiegła do regału, a w ręku pozostała płyta i 44 zł.

    Obecnie sprawdzam dokładnie, gdyż opisany sposób na robienie klientów w bambuko – różne produkty, różne ceny – promocja dotyczy wybranych – niestety sklepy w tym się lubują. Jak jest źle, a obsługa się upiera to proszę o zwrot pieniędzy i zwracają. Tak dla zasady.

  6. Nie znałem tego zwyczaju, bo Tesco mam po drugiej stronie miasta i byłem w nim dwa razy. W moim przypadku, być może oddaliby mi pieniądze gdybym chciał zwrócić towar wg nich „niepodlegający promocji”, ale nawet do tego nie jestem przekonany; lektura wpisów poirytowanych klientów Carrefour na Facebooku uświadomiła mi ogrom i skalę tego zjawiska, a chyba dwa razy natknąłem się na kwestię: [odpowiedź POK] Nie mogę przyjąć pańskiego towaru i zwrócić Panu pieniędzy, gdyż minęło ponad pięć minut od odejścia od kasy.
    Aż się wierzyć nie chce, ale z drugiej strony – chciałoby Ci się awanturować bez powodu?

  7. @Bielack:
    Tak jak napisałem – to już dawno nieaktualne – zbyt dużo osób po prostu dostawało kasę jak mieli bałagan. Obecnie tak robię, że jeżeli coś chcę kupić i jest rozbieżność między ceną/promocją, a sklep nie uznaje tego, co mówię to chcę kasę, oni muszą kserować paragon, bo biorą oryginał i dostaję kasę, zostawiam towar.

    Może po którymś razie im się znudzi i zaczną porządnie pisać. Nie denerwuję się tylko po prostu oddaję coś, co jest niezgodne z tym co miałem kupić nawet jeżeli chodzi o kilkadziesiąt groszy. I nie jestem jakimś zwariowanym łowcą promocji – ot, po prostu sklep nie robi tego co powinien.

  8. Dzięki za newsa! 200 wykopów to nie jest wiele, ale jakiś pik w statystykach pewnie zobaczę. Tymczasem G.Analitysc nic nie pokazuje.

  9. O Matko i Córko! Panie kochany, gdybym ja pracował dla takich firm jak Carrefour, mieszkałbym gdzie indziej, jeździłbym czym innym i miał biuro w drapaczu z windami. I supermodelkę jako sekretarkę :-)

    Wbrew powszechnej opinii, również pozycjoner kupuje jedzonko. Jako bloger, który opowiada historię* staram się linkować do miejsc ważnych z puntu widzenia narracji. Robię tak w każdym moim wpisie; Linki są ważne, bo to właśnie linki odróżniają nas od wydawnictw klasycznych, papierowych.

    No i proszę chwilkę pomyśleć – komu taki artykuł przyniósłby korzyść? Baziółkom? Wtedy dałbym link na samym początku, dokładnie tak, jak zaleca Matt Cuts ;-

    *Pożyczyłem ten termin od Pawła Tkaczyka.

  10. A Pan co, niby awanturniczy artykuł, ale pozycjonujący stronę carefura, kamisa i prymatu. Przypadek, że to akurat autor-pozycjoner zrobił taką gafę?

  11. Ależ w ogóle nie czytam takich gazetek.

    Podchodzę do półki, widzę promocję, przyglądam się, decyduję, biorę towar idę do kasy i płacę. Czytanie ofert i analizowanie szczegółów zostawiam sobie na rzeczy które tego wymagają: jaki procesor w nowym komputerze etc. Sklep spożywczy żadną miarą nie powinien być miejscem gdzie muszę być czujnym. A jeśli sklep prowadzi taką politykę – proszę uprzejmie, jest wiele innych sklepów w których mogę wydawać swoje złotówki.

  12. Ja osobiście polecam i mam nadzieję, że nie potraktujecie tego jako kryptoreklamę – przyprawy „Dary Natury” z Podlasia. Nie wiem czemu, ale te mi pasują najbardziej, a niektóre Kamisy czy inne Prymaty czasem dziwnie pachną.

  13. widać ze rzadko czytasz gazetki , jak pisze ze ten za 99 gr jest przeceniony to jak ty chcesz miec swoje curry?

  14. Kiedyś zapodziałem swoją kartę „rodzinka” i pożyczyłem od babci „rodzinka-senior”. Przy kasie dowiedziałem się, że z karty kozystać może jedynie senior :P

    Z przypraw polecam firme Visana. Przyprawa do ryb ALASKA jest pierwszorzędna.

  15. Elo Adam! Miło Cię usłyszeć :)
    Naszą kartę rodzinkę pokazywałem od początku jej powstania. Za część punktów „dostaliśmy” wagę, która działa do dzisiaj (trzeci rok). A ostatnio, gdy zmienili zasady, odbieraliśmy kupony na 10zł na kolejne zakupy; Braliśmy towaru za 12 zł i płacilismy 2 zł. I tak kilka razy w kolejce. Punkty, zbierane ponad 5 lat (prawie 10.000 – młoda laska na kasie za pierwszym razem myślała, że to pomyłka) wykorzystaliśmy przez dwa tygodnie.

  16. Carrefour potrafi robić przekręty na promocjach. Informacja specjalnie była mylnie napisana. Nie raz mi się zdarzyło naciąć. Ostatnio np. w Carrefour Bydgoszcz Galeria Pomorska była promocja parówek Sokołowa 93% mięsa kupujesz 2 dostajesz drugi za 1 gr. W miejscu gdzie była ta promocja nie było ani jednego opakowania promocyjnych parówek za to były napakowane wszędzie parówki klasyczne Sokołowa podobnie wyglądające za to nie w promocji. Zbieg okoliczności ? Nie sądzę.

    To jest taka praktyka tego dyskontu. Nie tylko oni tak robią ale jeszcze się nie spotkałem z podobnymi przypadkami tak często jak właśnie w Carrefour.

  17. Kiedyś dorabiałem w supermarkecie, zazwyczaj są to po prostu pomyłki, zawsze jest za mało pracowników = za dużo obowiązków.
    Śmiać mi się chciało z klientów którzy zwracali uwagę na nieprawidłowości, oni myśleli że mnie to w jakimś stopniu interesuje. Wysłuchiwało się ze zrozumieniem, w skupieniu delikwenta, i tyle, kto się będzie starał w pracy za najniższą krajową.

  18. Gerdi, ja przecież nie wymagałem żadnego zainteresowania; Wystarczyło powiedzieć mi wyraźnie, że to sprawa ustawiana odgórnie i nie mają wiele do powiedzenia w takich kwestiach.
    Teoretycznie, z ich strony wygląda to tak: Gość się awanturuje, bo mu trzy złote przeszło koło nosa. No, niepoważny. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę skalę kraju i podobną promocję w każdym sklepie Carrefour przez powiedzmy tydzień – to wychodzi naprawdę ładna kwota. Ot, prawie jak Goldman i jego przekręty na metalach. (Polecam lekturę.)

  19. Powszechne i irytujące. Wałki na promocjach, cenach – inna na metce, inna przy kasie. Nauczyłem się sprawdzać towar przy czytniku, taki nasz polski wynalazek. Pamiętam gdy wprowadzano przepis obligujący sklepy o określonej powierzchni do ich instalacji – jeden z najlepszych przepisów prokonsumenckich.

    Zastanawia mnie tylko, gdzie jest inspekcja – takie wałki przecież są na porządku dziennym, nie trzeba czatować, by złapać sieć na „nieumyślnej pomyłce”.

  20. Czytnik ceny to podstawia świadomych zakupów, zgoda. W Carrefourze o jakim piszę są dwa takie; Jeden jest zepsuty odkąd tylko pamiętam. Mało komu chce się chodzić i szukać drugiego :-/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *