O tym, jak telefon wakacje zepsuć potrafił

tl;dr Gdyby mnie ktoś pytał, czy polecę Play jako operatora, to odpowiem: Nie, nie polecam.

Prolog

Z końcem sierpnia kończy mi się umowa z Play i po zastanowieniu, postanowiłem poszukać czegoś innego, bardziej dostosowanego do moich potrzeb. Rozejrzałem się zatem po ofertach na rynku, złożyłem wymagane 30 dni wcześniej wypowiedzenie umowy i spokojnie czekałem na wrzesień.

Do Play przeniosłem się w 2011 roku, bo w porównaniu z nimi, Orange w którym byłem od czasów Idea, był po prostu drogi. O tym, że z usług Play byłem bardzo zadowolony może świadczyć skromna lista moich zgłoszeń: dwa w roku 2012, dwa w 2013, jedna w 2014 i jedna w 2016 – w sumie drobiazgi, na które trzeba być przygotowanym prowadząc działalność gospodarczą. Przyznaję, że po cichu liczyłem na to, że Play będzie chciał utrzymać starego klienta i zaproponuje mi coś, co sprawi, że przechodzenie do innej sieci nie będzie mi się opłacało. Czekałem, czekałem i nie mogłem się doczekać.

Akt I. Uciekamy z miasta

Zatem, pojechaliśmy z Małgonetą na urlop. Uciekliśmy z miasta w wyjątkowo urocze miejsce. W miejsce, do którego wracamy od lat; Blisko do miasta w razie nagłej potrzeby, ale generalnie – cisza, spokój, i jeśli nie chcemy, to po zamknięciu bramy nie widzimy żadnych innych ludzi przez dwa tygodnie. Fantastyczne warunki do wypoczynku! Drewno, kamień, aluminium, lustra. Zwierzaki, ogród, basen i 10MB/s do Internetu. Jest też telewizja, ale o tym potem.

Proste przyjemności dnia codziennego nabierają innego wymiaru. Dla nas, mieszczuchów, pita w ogrodzie kawa, gdy zraszacz tryska wodą rozpylając mgłę w której promienie słoneczne tworzą tęczowe kolaże – to jest coś niesamowitego. Nie mamy tego na co dzień, więc odbieramy to intensywniej; Siedzi sobie człowiek na lekkiej, przenośnej kanapie, moczy nogi w wodzie twarz skrywając w cieniu drzewa, a dosłownie na wyciągnięcie ręki parka dzięciołów uprawia zaloty. Samiczka odlatuje z drzewa nurkując metr nad nami, sekundę potem goni ją namiętny samczyk. Widać, że bardzo mu zależy, bo nie ustaje w trudach, goni od drzewa do drzewa, dookoła domu. I znowu. I jeszcze raz. (Mam nadzieję, że w końcu mu się powiodło, bo kawa nam się skończyła, słońce się przeniosło i wróciliśmy do wnętrza.)

Czekaliśmy na ten urlop dwa lata. W tamtym sezonie nie udało nam się wyjechać, bo trafiło się trochę pracy, a freelancer nie jedzie za przygodą, freelancer jedzie za robotą. Takie życie, nie ma co kryć. Dlatego ten sezon był dla nas szczególnie ważny, długo się przygotowywaliśmy i wiele sobie obiecałem. Zabrałem ze sobą tylko podstawowy rynsztunek fotograficzny, by nie czuć się „jak w pracy„, i choć aparat miałem praktycznie non stop przy sobie, przywiozłem tylko 196 zdjęć, a zwykle przywoziłem dziesięć razy tyle ;) Staranniej dobierałem tematy, staranniej kadrowałem, ostro selekcjonowałem. (Przywiozłem 196 zdjęć, ale migawkę nacisnąłem 467 razy.) Bawiłem się świetnie, prześladując ślimaki, świerszcze, nawet polne kwiaty. Klękałem, kładłem się, czołgałem. Gdyby ktoś pytał, dlaczego w galerii nie ma żadnego mojego zdjęcia, znaczy: zdjęcia mnie, to właśnie dlatego; Przez większość czasu byłem albo nagi, albo umorusany jak nieboskie stworzenie. Ale bawiłem się świetnie!

Wieczorami staraliśmy się zachowywać jak cywilizowani ludzie, dlatego zamiast maszerować wężykiem po wsi ze śpiewem na ustach, subtelnie delektowaliśmy się winem, siedzieliśmy wspólnie pod kocem na kanapie i przyglądaliśmy się na kolejny ewenement w naszym życiu – telewizję! Ludzie! Powiedzcie mi proszę, dlaczego to medium ma jeszcze jakąkolwiek oglądalność?! Dlaczego nawet pół godziny nie można posiedzieć i pośmiać się do czegoś fajnego? Zasiadam z kubkiem i talerzem, zamiaruję, jak normalny człowiek Ranczo do śniadania obejrzeć, ale nie; Zanim mi kawa wystygnie, pojawia się reklama. Wyłączamy głos, by nie słuchać głupot nadawanych po raz setny i szukamy kanału, na którym można zobaczyć coś interesującego. Historia o spiskach w starożytnym Egipcie? Świetnie! Dziesięć minut i reklamy. Szukamy dalej, o jest – jak działa Wszechświat. O czarnych dziurach w centrum galaktyk. Fantastycznie, to mój konik! Ale tylko dwadzieścia minut, bo blok reklamowy. To może Niania Frania? To nie nie jest złe i raz do roku parę odcinków oglądam z prawdziwą przyjemnością. Ale tylko wtedy, gdy nie leci blok reklamowy, tak jak właśnie tu i teraz. Aż samo na usta się ciśnie staropolskie przekleństwo, Damn!

Akt II. Biuro Obsługi Klienta

Świtem rankiem  budzi mnie dzwonek mojego telefonu. Ki diabeł, myślę? Przecież wszyscy wiedzą, że jestem na wakacjach?

Tutaj słowem usprawiedliwienia: wczesny ranek to dla nas, będących w trybie wakacyjnym, godzina około dziesiątej przed południem. Każda pora wcześniej to wieczór lub świt (zależy, czy jeszcze ciemno, czy już wzeszło Słońce).

Nagle, dzwoni telefon. Czwarty dzień urlopu, zdołaliśmy się już odpowiednio zaszczepić i wejść w tryb wakacyjny. Bawimy się wybornie, kładziemy się późno, znaczy: wcześnie nad ranem. A jednak zwlekam się z łóżka, człapię boso po schodach w dół, podnoszę aparacik, zerkam na zegarek. Godzina 8:18 czyli świt. Kto może być tak niemądry i w ogóle dzwonić do mnie o tej porze?! Patrzę na wyświetlacz: Biuro Obsługi Klienta. Proces myślowy odebrać i udawać, że mnie interesuje, co mają do powiedzenia, czy odpuścić? Odruchy biorą górę (dwa lata bez urlopu robi swoje), wciskam zieloną słuchawkę, podnoszę aparat do ucha i siląc się miły ton zagajam Allo, allo? Zgłasza się automat, który informuje mnie, że proszę czekać na zgłoszenie się konsultanta. To jest szczyt bezczelności! Dzwoni do ciebie automat i każe czekać na połączenie z konsultantem. Zaraz na początku urlopu. O bladym świcie, tuż po wschodzie Słońca! Zanim zdążyłem zebrać myśli, zgłasza się konsultant i przez biały szum słyszę: „Dzień dobry, nazywam się blablabla i dzwonię w imieniu operatora sieci komórkowej P4 tuu, tuu, tuu„. Koniec połączenia, rozłączyło. Damn!

Muszę to przyznać – miejsce, do którego uciekamy od miejskiego zgiełku miewa pewne wady. Jedną z nich, prócz tylko 10MB/s i konieczności odczekania kilkunastu sekund na ciepłą wodę po odkręceniu kurka, jest słaby zasięg telefoniczny. Baterie w telefonach schodzą jak szalone, a to z powodu nieustannego szukania lepszego zasięgu przez aparaty; W salonie łączę się wieżami Plusa, w kuchni mam sygnał dostarczany przez Erę a w ogrodzie przez Orange. Albo odwrotnie. Albo jakoś tak. Nie nadążam, odpuściłem. Grunt, że zasięg jest zwykle słaby. To jeden z niewielu plusów ujemnych tego miejsca, ale, generalnie – nigdy mi to nie przeszkadzało i jeśli chciałem z kimś porozmawiać, zawsze mi się udawało.

Słońce agresywnie operuje na mojej skórze ale muszę odstawić pucharek z lodami, zrywam się z pomostu nad basenem i lecę, bo dzwoni telefon; Biuro Obsługi Klienta. Podnoszę, blablabla w imieniu operatora sieci komórkowej P4 tuu, tuu, tuu” koniec połączenia :/

Leżę w ogrodzie, moim nowym obiektywem upolowałem wyjątkowy okaz i starannie kadruję zdobycz; W mieście takich nie uświadczę. Mam założony pierścień makro, jestem wyjątkowo blisko ofiary, więc muszę być subtelny i udawać niewidocznego. Kamienie gniotą mnie w …kolana, jakiś owad wylądował mi na …plecach, nie ma łatwo. Słyszę, że Małgoneta woła mnie przez okno „Piotrusiu, Twój telefon dzwoni!” Freelancer nie odkłada takiej informacji na potem, nawet na urlopie. Zabezpieczam sprzęt, wstaję, otrzepuję się z ziemi i żwiru, który wbił mi się w …kolana i biegnę do domu.

Biuro Obsługi Klienta. Podnoszę, „blablabla w imieniu operatora sieci komórkowej P4 tuu, tuu, tuu” koniec połączenia.

Damn!

Od mojego wyjazdu na wakacje 12 sierpnia 2017 do powrotu, 26 sierpnia 2017, gdy właśnie piszę te słowa, miałem 22 połączenia z Biurem Obsługi Klienta. Trzy razy udało mi się nawiązać kontakt z żywym człowiekiem z tamtej strony; Raz, był to przytomny chłopak, który rozumiał o co mi chodzi i na czym mi zależy, raz była to kompetentna dziewczyna, która szybko ogarnęła temat a raz była to arogancka konsultantka, która na moje pytanie: co tym razem chcecie mi zaoferować, powiedziała mi: ja panu nie przerywałam tuu, tuu, tuu koniec połączenia.

Akt III. Wyjście z cienia

Wczoraj, korzystając z przywileju doskonałego zasięgu, jaki mam w mieście, sam zadzwoniłem do Biura Obsługi Klienta, by złożyć reklamację, a w zasadzie dwie, bo chodziło mi o dwie różne sprawy. Pan Kejetan był dla mnie wyjątkowo wyrozumiały i starał się pomóc mi ze wszystkich swoich sił. Bardzo mu dziękuję!

Dzisiaj zadzwoniła do mnie sympatyczna pani Emilia; Korzystała zapewne z faktu, że skoro jest sobota i dopiero w pół do czwartej, a za oknem wyjątkowo piękna pogoda, to pewnie każdy tylko czeka na telefon od konsultanta. Zadzwoniła na mój numer, ale najpierw zażądała ode mnie, bym się wylegitymował. Zamontowałem zaszyfrowaną partycję na której mam stosowne informacje, odnalazłem wymagane numery, podałem. I znowu sukces! Udało się! A w zasadzie do połowy, bo mam w pakiecie trzy numery i do jednego z nich, jeśli chcę usłyszeć odpowiedź pani Emilii, muszę podać jeszcze jeden numer, który mam zapisany w umowie, którą zawarłem dobrych kilka lat temu.
Przyznaję, pękłem. Znużony, ale nadal starając się być grzecznym, powiedziałem pani Emilii, że jeśli chce mi coś powiedzieć, to niech mówi, bo ja nie mam zamiaru odszukiwać archiwalnych umów i szperać w nich tylko po to, by udowodnić, że telefon, za który od lat płacę abonament i który widnieje jako jeden z trzech na moim firmowym koncie w 24.play.pl należy do mnie. Pani Emila poczuła się chyba osobiście dotknięta i zimnym głosem, ale – trzeba jej przyznać – zachowując wszelkie standardy, poinformowała mnie, że w takim razie, ona nie może mi udzielić informacji na temat tego, w jaki sposób załatwiła obie moje reklamacje i proponuje, że załatwi to drogą emailową, zostawiając stosowne info na moim koncie w 24.play.pl. Czy ja się na to zgadzam? Ależ pani Emilio, biorąc pod uwagę, że jedna z moich reklamacji dotyczyła bezczelności i arogancji jednej z Waszych konsultantek – rzecz jasna, że się zgadzam! Po prostu przestańcie już do mnie dzwonić, napiszcie emaila, jak przystało na B2B. Ja i tak od 1 września zamiaruję przenieść moje trzy numery do Waszej konkurencji, a Wasz numer, z dniem dzisiejszym wylądował na liście do blokowania.

Epilog.

Pani Emila poinformowała mnie, że oba moje wnioski rozpatrzyła i odpowiedziała na nie w stosownym miejscu. Podziękowałem i się rozłączyłem. Zalogowałem się na 24.play.pl i odszukałem stosowne miejsce. Nic nowego się tam nie pojawiło. W trakcie rozpatrywania. Dostałem SMS z prośbą o ocenę pracy pani Emilii. Nigdy w życiu nie wystawiłem żadnemu konsultantowi innej oceny niż 6, ale pani Emila nie miała dzisiaj do mnie szczęścia. Postawiłem jej dwójkę z zachowania. Skoro Wy, drogie Play bez skrupułów potrafiliście mi zepsuć urlop na który czekałem dwa lata, to i ja się zachowam odpowiednio.

Po kwadransie zobaczyłem odpowiedź na pierwsze zgłoszenie, to, które już oceniłem: „Sprawdziliśmy, jeśli chodzi o numer z końcówką 053 to nie ma naszej winy, wszystko było tak, jak trzeba.” To tyle w temacie telefonu mojej matki, której ktoś próbował wcisnąć usługi, których nawet nie mogła kupić. OK, nie spodziewałem się niczego innego. Trzydzieści sekund później zobaczyłem odpowiedź na moje drugie zgłoszenie, dotyczące aroganckich zachowań konsultantek Play P4 Sp z o.o. w biurze obsługi klienta biznesowego. Ktoś zgadnie, co napisała pani Emila? Podpowiem: „Sprawdziliśmy, jeśli chodzi o numer z końcówką 053 to nie ma naszej winy, wszystko było tak, jak trzeba.” Ctrl C, Ctrl V. Ktoś zgadnie, jaką ocenę dostała ode mnie pani Emilia, która ewidentnie nie miała do mnie szczęścia?

Uciekłem z Orange do Play, bo miałem dosyć bycia traktowanym jak bydło do strzyżenia. Przez prawie siedem lat byłem bardzo zadowolony z nowego operatora. Ale, pantha rhei, wiele się zmieniło odkąd Play okrzepł na rynku i nie musi już udawać, że zależy mu na swoich klientach.

Galeria, bo po coś ten obiektyw wziąłem

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *