Małpka w Zoo

JoeMonster jak zwykle niezawodny. Tym razem jokes przyrodniczo-edukacyjny:

W ZOO tłum przy klatce z małpami. Synek pyta tatusia:
– Tato, a czemu ta małpka tak się trzęsie?
Ojciec spojrzał i odpowiada:
– Nie trzęsie się, tylko konia wali… Ej! Ty! W tym kapeluszu! Odsuń się, bo mały ch*ja nie widzi!!!

by eM-Ski

Linkowanie na stronach klientów – cd.

równi i Równiejsi
Są równi i Równiejsi

W niedzielę pisałem o agencji reklamowej z Wrocławia wstawiającej swoje linki na stronę klienta. Po dwóch dniach linki ze strony znikły – ale tylko z tej jednej strony, na stronach innych swoich klientów trzymają je pewnie nadal. Widzę, że im większa firma, tym bardziej zadufana w sobie i na więcej sobie pozwala – jak to zwykle bywa – za pieniądze swoich klientów. Mam nadzieję, że ktoś im kiedyś konkretnie utrze nosa.

Z własnego doświadczenia wiem, że ta jedna agencja z Wrocławia nie jest jedyną firmą, która wstawia swoje linki na stronach swoich klientów – przytaczałem przykład firmy z Lublina, na który natknąłem się przeglądając stronę mojego ulubionego lubelskiego muzeum.

A dzisiaj, na marginesie rozmów o firmie SunriseSystem z Poznania wynikła też ciekawa sprawa – w tej firmie standardem jest wstawianie na stronie klienta strony z linkami do stron przez firmę SS pozycjonowanych. Wystarczy zerknąć na ten wątek na blogu Google. Czy to nie urocze? Ciekawość – skoro nas, stawiających kopie Wikipedii uważa się za złoo i straszliwych spamerów, to może właśnie o takich metodach będzie to nowe forum o SEO (o którym pisze Szelo)? Skoro na nowym, lepszym forum, mają być prezentowane techniki przeciwne tym, które sa promowane na forum PiO (przypomnę: buduj tematyczne zaplecze i linkuj je z różnych stron, na końcu wspomagając się SWL), poznamy tajniki i techniki wstawiania linków na stronach niczego nieświadomych klientów?

Telefony, telefony – czyli dalej o zapleczu.

Często widzę na blogach kolegów wpisy na temat przygotowywania zaplecza. Dzielimy się doświadczeniami na temat skryptów, systemów i tego wszystkiego, o czym chcemy powiedzieć. Najcenniejszych sztuczek, rzecz jasna, nie przekazujemy dalej – coś musi nam dać lepszy start niż innym, prawda?

W śród tych wszystkich porad jedna powtarza się niezwykle często – na pytanie o najlepszy skrypt do stawiania zaplecza, zwykle pada odpowiedź: WordPress. Muszę przyznać, że jest w tym bardzo dużo prawdy – strony na WordPress stawia się szybko, wyglądają nieźle (gdy spędzimy trochę czasu nad dopieszczaniem ich wyglądu), są niezwykle elastyczne (ze względu na dużą ilość przydatnych „wtyczek” poszerzających funkcjonalność strony) i – co najważniejsze – doskonale się indeksują. Zwykle wystarczy postawić bloga, napisać dwa artykuły i zaczekać parę dni, i bez żadnej dodatkowej pomocy z naszej strony, nasz blog odwiedza robot Google i wciąga stronę do indeksu. To, jak poważnie potraktuje naszą nową stronę, to już zupełnie inna para kaloszy, ale start jest bardzo dobry – szybki i pewny.

Niestety, jak to w życiu bywa – nie ma ideałów. Czytaj dalej „Telefony, telefony – czyli dalej o zapleczu.”

O nauce i spamie.

Bardzo niewiele pojęć da się ściśle określić, nawet takich jak żywy. Co dokładnie oznacza wysoki? Bogaty? Mokry? Przekonujący? Nie mówiąc już o spamie.

Nauka Świata Dysku II, 305:10

Nauka Świata Dysku
Nauka Świata Dysku

Jestem na wakacjach. Moje wakacje powoli się kończą, niestety. Mieliśmy kilka dni świetnej pogody, mnóstwo czasu na przyrządzanie fajnego jedzenia (podlewanego zupełnie niezłym winem) i czworo zwierzaków, z których każde ma kompletnie inny charakter. No i w końcu miałem przeczytać coś innego niż teksty o pozycjonowaniu;

Na półce z książkami znalazłem dwa tomy podpisane trzema nazwiskami, z czego jedno miało ozdobną rameczkę: Terry Pratchett. Dwa pozostałe to Ian StewartJack Cohen. Pierwsze nazwisko było mi znane ze słyszenia – głupawe historyjki o magach żyjących na świecie który jest plackiem. Przyznaję, że zdarzyło mi się nawet zacząć kiedyś coś, co nazywało się Kolory Magii. Kompletnie mnie to wtedy nie ruszyło.

By była jasność – uwielbiam powieści o wampirach, demonach, srebrnych mieczach. Od dziecka chciałem być magiem i od zawsze marzyłem o pracowni w wysokiej wieży.

Wracając do książek, to wziąłem tom pierwszy Nauki Świata Dysku na „posiedzenie”. I gdy udało mi się przebrnąć przez pierwszy, dziwnie trudny jak na tego rodzaju literaturę, rozdział – zachwyciłem się! To nie jest książka dla dzieci. To nie jest książka dla ludzi nieciekawych świata. Czytaj dalej „O nauce i spamie.”

Trochę odpuściłem.

Tris Merigold
Tris Merigold

Patrzę po blogach moich szanownych kolegów, że ostro działają, a ja ostatnio jakoś odpuściłem blogowanie. Nie, absolutnie nie przeszła mi moja mania – wciąż jestem grafomanem i dobrze mi z tym. Przyczyną, dla której mniej rzeczy opisuję, jest brak czasu. Wiem, to tak oklepane, i mało oryginalne. Nie będę ukrywał, że przyczyną braku czasu jest nowy klient, dla którego tworzę rozbuchane (jak na mnie) zaplecze. Ale klienci, których zdobyłem do tej pory są dla mnie także niezwykle ważni – a, że co chwilkę każdy chce „coś”, nawet drobiazg, czas wolny skurczył mi się, jak ptaszek w zimnej wodzie…

A drugą przyczyną jest częściowe wypalenie. Miałem bardzo duży zryw do pracy, stawiałem, indeksowałem, testowałem, dumałem nad strategiami i w końcu mnie dopadło – ileż razy dziennie można wpadać na dobry pomysł? Ileż razy można stawiać to samo i cieszyć się, że działa? Też to znacie? Proszę, powiedzcie, że tak!

Za dwa dni opuszczam miasto i zabieram się na urlop. Całe dwa tygodnie z dala od świata! Rewelacja.

Czytaj dalej „Trochę odpuściłem.”

Britney

Wiele dziewczyn pragnęło kiedyś wyglądać jak Britney Spears.
W końcu się doczekały.

—-

Musiałem, bo nawet dziewczynom się to podoba ;-)

Jokes, rzecz jasna z JoeMonster.org

O tym, jak Rżewski rżnie serwer.

Rżewski i Wasiljew jechali konno na obchód garnizonu. Wasiljew był wczorajszy, więc wyciągnął z torby butelkę staropolskiej wódki.

  • Poruczniku Rżewski! Jebniemy „siwuchę”?
  • Niee… ja już gniadą dzisiaj jebał…

Po nas, choćby potop.

Trochę przewrotny tytuł, gdyż nasz Wielki Brat, po krótkiej (naprawdę krótkiej) chwili odpoczynku kontynuuje bananową politykę, a ja postanowiłem udać się na krótkie (niestety), ale jednak – wakacje. Zanim jednak o wakacjach, warto mieć baczenie na ten wątek na Forum PiO, i może jeszcze tutaj.

Generalnie, chodzi o to, że gdy ręczny moderator Google znajdzie cokolwiek „nie pomyśli” Wielkiego Brata, leci ban na całą domenę. A takie zachowanie wymusza na nas jakąś reakcję – czasy, gdy spam trzymało się w subdomenie starej domeny (bo takie subdomeny indeksują się szybciej i pełniej) minęły – Zaryzykujesz bana na stronę nad którą pracujesz drugi rok, stawiając wiki, dmoza, czy autobloga w subdomenie? Ja już nie. Bo właśnie straciłem dwie domeny (jedna *.pl druga *.com) za autoblogi.

Może idę trochę za daleko – w tych domenach miałem tylko autoblogi, acz ja jestem tylko ziarenkiem, a tendencja jest właśnie taka – przynajmniej ja tak właśnie odbieram wpisy kolegów. Głosy tych mniej doświadczonych przez życie kolegów; „Jak to, przecież nie mogą banować całych adresów IP„, „Przecież nie zabanują normalnej strony” wydają mi się strasznie naiwne. Mogą. I zrobią to, bo są silni i są u siebie. Gdy tylko pieniążki, które płyną wartkim strumieniem zwolnią swój bieg, lub zaczną meandrować. Co wtedy zrobimy? Zaskarżymy ich do trybunału w Hadze? Przypomniał mi się wpis na blog.jeza.pl – Co zrobisz, gdy Google zakręci kurek?

No, to teraz trochę o wakacjach. Czytaj dalej „Po nas, choćby potop.”